27. Mój pierwszy raz...

Tak więc dziś będzie krótko - tylko 3 fotki - jednak ta notka będzie wyróżniała się od poprzednich. Czymże jest różnica, o której mówię? Sekret zdradziłam już w temacie postu, dotyczyć ona będzie mojego pierwszego razu i to właśnie z niego pochodzą owe zdjęcia :) Oczywiście muszę wszystkich zbereźników zasmucić - nie, nie chodzi o ten pierwszy raz, o którym pomyśleliście =P Przejdę więc już do konkretów - spotkanie pierwszego stopnia z lakierami hybrydowymi w dzień mych urodzin ;). Skoro już napisałam, że dziś będzie troszkę inaczej, to czemu by się nie dać skusić na jakiś opisik całego wydarzenia? ;)
 Na początku miałam drobne obawy, że coś nie wyjdzie, że będzie ciężko itp. No i oczywiście po pierwszej nałożonej i naświetlonej warstwie się strasznie przeraziłam, że jednak przeczucia się sprawdziły - dotknęłam i ślad się ostał...w panice usunęłam warstwę z dotkniętego paznokcia i zrobiłam na nowo - tym razem dłużej trzymając pod lampą. Problem nadal istniał...poczytałam więc na necie i co? I okazało się to być czymś normalnym. Cóż, walnęłam więc kolejne warstwy już nie popełniając tego samego błędu - nie dotykając ich. Jak to ja, nie mogłam sobie pozwolić na zwykłe, jednokolorowe paznokcie...więc i jeden pazurek inny i jeszcze na nim diamenciki ułożone na wzór kwiatków, by nie było za nudno ;P Po jakimś czasie ostatnia warstwa została już nałożona i utwardzona. Zrobiłam więc to, co wszystkie instrukcje podają - przemyłam cleaner'em...i odetchnęłam z ulgą - pazurki były twarde i błyszczące, już nie było na nich tej dziwnej 'nieutwardzonej' warstwy, której wcześniej tak się obawiałam. Ostatnia część zabiegu, czyli nasmarowanie oliwką i można było się zabrać za robienie 'sesji zdjęciowej' ;) Oto efekty: 




Następna notka coming soon ^^
Bye ;)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Google+

Wyświetlenia

Translate